wtorek, 22 kwietnia 2008
... wyjeżdżam...
... już pojutrze urlop... długo wyczekiwany i dawno temu przygotowany... a teraz nadchodzi czas korzystania z niego... ... i oczywiście jak zwykle mam wrażenie, że żadna torba nie pomieści tych wszystkich najpotrzebniejszych rzeczy pod słońcem... bo przecież nigdy nic nie wiadomo co może się wydarzyć... ... Adriatyk czeka z rozpostartymi wyspami, brzegami i zatoczkami...
sobota, 29 marca 2008
... więcej niż pewna...
... idę dołożyć do kominka, żeby nasze ognisko domowe nie wygasło... ... ale tak na teraz, czy na dłużej?... ... na zawsze...
wtorek, 25 marca 2008
..Święta Święta i po..
... jeśli Ktoś pomyślał sobie, że teraz będzie kontynuacja poprzedniego wpisu, to się mocno pomylił... ... ale ja wcale nie martwię się z tego powdodu... a nawet wręcz przeciwnie... bo nie wyobrażam sobie, żeby odbyło się to w obecności osób trzecich... nawet jeśli mieliby to być moi najbliźsi... żadne Święta, ani inne ważne daty nie są powodem do organizowania takich imprez... nie dla mnie... i widać, że dla Niego, też nie(co sugerowali poniektórzy)... zgadzamy się w tak wielu aspektach, że czasem mam wrażenie, iż nie musimy uzgadniać prawie niczego... dlatego, o to też nie zamierzam wypytywać, dopytywać, ani się domyślać... czekam... cierpliwie i z niedowierzaniem ;)
poniedziałek, 25 lutego 2008
... pierździonek...
... odkryłam coś, czego nie powinnam była odkryć... inaczej, nie odkryłam, ale raczej natknęłam się... i chyba tym samym zepsułam niespodziankę... ... kiedyś zastanawiałam się wielokrotnie, co będzie... jak zareaguję... jakie emocje mną pokierują... i jak przyjmę tę wiadomość... tę prośbę... to zapytanie... i odpowiedź (w myślach) była zawsze taka sama... że nie mogę dopuścić do tej sytuacji... że muszę zrobić wszystko, aby ten moment nigdy nie nastapił... ... a teraz?... teraz jestem nadzwyczaj spokojna... wręcz przygotowana na tę chwilę... i już znam odpowiedź na to pytanie... i nie jest negatywna... o dziwo nie jest... a myślałam, że ten lęk i panika zostaną już na zawsze...
niedziela, 24 lutego 2008
... prze[wy]kroczenie...
... wiedziałam, że nie powinnam się dzisiaj ruszać z domu... mialam siedzieć grzecznie na tyłku i ogarnąć rzeczywistość domową, której brakowało kilku godzin poświęcenia damskiej ręki... ale nie... mnie się zachciało do ludzi... na zakupy... odetchnąć "świeżym powietrzem"... no i mam... mandat w portfelu i parę punktów na koncie... niech to szlag... ... ale mogło być dużo gorzej, niż to początkowo wyglądało... ilość punktów i cyfra w mandacie została znacząco zmniejszona... uratowała mnie wspólna pasja z miłym panem policjantem... sezon motocyklowy jeszcze nie rozpoczęty, ale współrozumienie drugiego cyklisty odczułam już dziś... na stwierdzenie, że może spotkamy się w sezonie, odparłam 'bardzo inteligentnie' zresztą, że wolałabym raczej nie...
sobota, 23 lutego 2008
... z nienacka...
... wczoraj wieczorem dowiedziałam się, że weekend spędzę sama... było to sporym zaskoczeniem... że nie przyjedzie... że nie sprawia to Jemu zbyt dużego problemu... że jest powód, który znam i przyznaję, że to słuszny powód...i oczywiście miliony myśli przeleciały przez głowę... czy na pewno tylko o to chodzi?... czy jest jeszcze coś o czym nie wiem?... czy ma ochotę odpocząć ode mnie?... czy wszystko jest w porządku?... czy.. ... ... teraz wiem, że nic się nie dzieje... że musi zostać w domu i pomóc w problemie jaki się pojawił... u nich... ... i dlatego... już zaczęłam nadrabiać zaleglości... najpierw w czytaniu... Was oczywiście... później... miałam zamiar zrobić wiele pożytecznych i zaległych rzeczy... ale już wiem, że z całej listy priorytetów, zostanę przy kompie i nie ruszę się z domu, ani na krok... ... cała sterta do prasowania, też może nie zostać objęta programem dzisiejszego dnia... taki leń zagościł na trzecim piętrze... poza tym... w końcu mam "wolny weekend"... niech więc będzie wolny na full...
czwartek, 21 lutego 2008
... to jeszcze nie teraz... chyba..
... może zabrzmi to dziwnie w tym miejscu i niewłaściwym jest pisanie o tym, ale... właśnie dziś... nagle... a właściwie to całkiem nie nagle, ale dziś... przypomniałam sobie o tym miejscu... ha... i w tej chwili, musiałam przypomnieć sobie, jaka grafika obowiązuje na moich stronach... a w momencie powrotu myślami w te okolice, zastanawiałam się, czy hasło będzie pasować do loginu... ale z tym akurat nie miałam większego problemu, jak się okazało... parę chwil jednak tu spędziłam... ... obiecałam sobie, że któregoś dnia... może wieczoru... przysiądę na dłużej i w jakimkolwiek skrócie opiszę ostatnie dzieje... ale już teraz wiem, że tak się nie stanie... albo zacznę pisać od momentu kiedy zacznę... albo nigdy nie uda się powrót... ... nie zaglądałam baaaardzo długo... ale kiedy przeczytałam Wasze komentarze... zrobiło mi się bardzo, ale to bardzo ciepło i przytulnie... ... to dziwne uczucie, kiedy w zasadzie nie spodziewając się już żadnej, nawet najmniejszej reakcji, znajdujesz życzliwe słowo i gest... czuję się zakłopotana... że ktoś zagląda, sprawdza, oczekuje... a mnie nie ma... bo co?... bo już nie potrzebuję tego miejsca?... bo jest coś w zastępstwie?... sama wiem doskonale, jak kiedyś denerwowałam się, że któreś z Was znikało na moment lub dłużej... jaki był mój niepokój, gdy nie było odzewu przez kilka, a nawet kilkanaście godzin, nie mówiąc już o całych dniach... ...nie obiecuję niczego... nie obiecuję, gdy wiem, że mogę nie dotrzymać obietnicy... ale postaram się... ... czy jest różowo?... jest wystarczająco słodko ;)
środa, 16 stycznia 2008
... jestem, choć jakby mnie nie było...
... poczułam się nieco dziwnie, zaglądając tutaj po takiej przerwie... tym bardziej zaskoczyło mnie to, co ujrzałam w statystykach... Wy wciąż tu zaglądacie... mimo, iż nie daję znków życia od tak długiego czasu... to miłe... to bardzo miłe... i dziękuję za pamięć... i przepraszam za ciszę... ... ale przeważnie jest tak, że kiedy jest dobrze, to trudniej pisać... trudniej odnaleźć wewnętrzny głos zadumy... dzień mija za dniem, noc płynie po nocy... realizacja planów... planowanie kolejnych chwil, które będą wspólne... wypełnianie sobą nawzajem, każdej możliwej okazji... ... sielanka?... nie do końca... zaczynam przyzwyczajać się na dobre, do istniejącej wciąż sytuacji "życia na odległość"... są minusy, ale są też plusy... i okazuje się, że jest ich coraz więcej... a to już bardzo niedobrze... i zaczynam się tym martwić... bo zaczynam wybiegać do przodu... bo przecież wiecznie tak nie będzie... a jak to się zmieni, a nam zacznie się niepodobać?... ... wyjazdy to nie to samo... to zupełnie co innego... brak obowiązków... stała przyjemność... relaks i poczucie nieważkości non stop... a to codzienność życia weryfikuje i klasyfikuje... to monotonia dnia przeświela myśli i czyny współpartnera... to problemy zmuszają do kompromisów... ... a My... My mamy weekendy, które pozwalają oderwać się od szarej, przykrej rzeczywistości...
niedziela, 16 grudnia 2007
... coś...
... nie wiem co się ze mną dzieje... nie potrafię tego określić ani wyplenić... ... niby jest wszystko w porządku... niby wyrabiam się z większością planów... niby życie nabrało sensu o kiedy jest On... a jednak... ... jednak jest jakoś tak nie do końca.. jakby mogło być? jakbym chciała, żeby było? jak być powinno? ... nie jestem w stanie sprecyzować swoich wewnętrznych odczuć... bo nawet nie przemyśleń... przemyślenia są krótkie i stwierdzające jakieś fakty... a to co mnie dopadło nie jest ani skonkretyzowane, ani nawet do nazwania... ... czy mam jakieś obawy?... czy wątpliwości?... czy może... ... nie chcę niczego nazywać... nie wiem co to jest i nie będę się tym specjalnie zajmować... dopóki nie ustąpi...
sobota, 24 listopada 2007
... osobno...
... nie podejrzewałam, że tak będzie, kiedy Go nie będzie... zdana na osamotnienie weekendowe... niby zaplanowałam sobie czas... niby przygotowywałam się na podobną ewentualność... niby wiedziałam, że prędzej czy później taki weekend nastąpi... i niby czekałam na "chwilę wytchnienia" i "swobody" nieuzależnienia... ... rezultat... okagła sumka już wydana, a jeszcze cały jeden dzień "wolności" przede mną... a teraz... teraz nie umiem skupić się na niczym konkretnym, bo przed oczami mam... ... nasz pierwszy wspólny wyjazd... naszą pierwszą wspólnie spędzoną noc ... i Jego pierwszy pocałunek... pocałunek złożony na mych plecach... nigdy nie zapomnę jego dotyku, dźwięku, czułości... i tego dreszczu, który spłynął po reszcie mojego ciała... |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Odwiedzam...czytam
|